Użytkownik niezalogowany KRS nr 0000183597 - Statut stowarzyszenia
38.107.191.97,
Cytat dnia:
Być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo, zwyciężyć i spocząć na laurach - to klęska.
Józef Piłsudski
Menu

   ::   Strona główna
   ::  O nas
   ::  Napisali o nas
   ::  Artykuły
   ::  Dokumenty
   ::  Zdjęcia
   ::  Rekonstrukcje
   ::  Piosenki

   ::  Forum

   ::  Kontakt
   ::  Księga Gości
   ::  Polecamy


 



wspiera nas:











szukaj    
  Czołg z Westerplatte - maszyna I Brygady Dalsza historia T-34/76 z Westerplatte

        
Czołg z Westerplatte - maszyna I Brygady
Dalsza historia T-34/76 z Westerplatte



Opracowanie:
Michał Wierzbicki ( Stopczyk ) TGRH
współpraca Milan Kopecky i Sławomir Cisowski Klub Kolekcjonerów Policyjnych


W nawiązaniu do poprzednich opracowań TGRH publikowanych na naszym internetowym forum otwartym, naszej stronie internetowej, a także w artykule, dzięki uprzejmości redakcji w czasopiśmie „Do Broni” nr 1/2007. Zgodnie z zapowiedziami, w oparciu o zebrane materiały pragniemy przekazać kolejne informacje o czołgu T-34/76 stojącym na Westerplatte.

Na wstępie pragniemy wszystkim zainteresowanym przedstawić jego obecny status w odniesieniu do „larum” jakie wszczęliśmy w obawie o jego marny los!. Zacytujemy zatem pismo jakie otrzymaliśmy z Urzędu Miasta Gdańska z Biura Prezydenta ds. Kultury, Sportu i Promocji :

W dniu 31 stycznia br. Odbyło się spotkanie komisji ds. pomników i tablic. Komisja po zasięgnięciu opinii Wojewódzkiego Urzędu Ochrony zabytków, Miejskiego Konserwatora Zarządu Dróg i Zieleni, Muzeum Historycznego Miasta Gdańska, komisji Kultury Rady Miasta Gdańska, podjęła decyzję o pozostawieniu czołgu T34/76 na dotychczasowym miejscu na Westerplatte. Natomiast decyzję w sprawie przekazania czołgi innemu podmiotowi komisja podejmie po zapoznaniu się z opracowaniem szczegółowej koncepcji zagospodarowania terenu Pole Bitwy Westerplatte – Pomnik Historii 1939. Czołg z Westerplatte jest obiektem o wybitnych walorach historycznych, mamy nadzieje, że do inscenizacji historycznych może służyć państwu inny, mniej cenny zabytek.

Odczucia naszego Stowarzyszenia co do pisma od Komisji są jednomyślne. Przede wszystkim, korzystając z możliwości niniejszej publikacji, pragniemy gorąco podziękować Wszystkim, którzy przyczynili się do podjęcia działań Tej Komisji w sprawie obiektu, który do niedawna, rzec by można, był przedmiotem „targu” pojedynczych osób. Zauważamy, i to nas niezmiernie cieszy, że troska o jego bezpieczeństwo, wyrażona w obawie przed używaniem pojazdu w inscenizacjach, jest szczerym docenieniem jego walorów historycznych. Zatem nasze obawy o jego bezpieczeństwo są już zapewne niezasadne! Obecny stan rzeczy, a przede wszystkim deklarowany tryb podejmowanie decyzji przez Komisję, w pełni nas satysfakcjonuje. Z tego miejsca informujemy, że do czasu przedłożenia Komisji opracowania szczegółowej koncepcji zagospodarowania terenu Pole Bitwy Westerplatte – Pomnik Historii 1939 przez podmioty zaangażowane w rewitalizację obiektu, ewentualnie do czasu stwierdzenia realnego zagrożenia dla tego czołgu, nie będziemy „niepokoić” właściwej rzeczowo Komisji - zamiarem jego pozyskania i zabezpieczenia. Z oficjalnych źródeł wiemy, że nowy obiekt ma powstać przed 1 września 2009 roku, czyli najpóźniej w siedemdziesiątą rocznicę wybuchu walk na półwyspie. Natomiast termin złożenia planu zagospodarowania terenu, mija pod koniec lipca tego roku.

Mamy pełną świadomość wybitnych walorów historycznych maszyny z Westerplatte i podjęliśmy misję rzetelnego zbadania historii tej maszyny. W początkowych naszych badaniach ustaliliśmy, że kadłub może być „wcześniejszy”, bo posiada tylną płytę produkcji STZ z pierwszej połowy 1942. Obły tył kadłuba, prostokątny właz i małe zawiasy wskazują na to, że raczej nie przekładano płyty na kadłub 112. Poza tym wnęka na śrubę nad górnym lewym rogiem włazu kierowcy też wskazuje na produkcję STZ. Reasumując, może to być przerobiony STZ, prawdopodobnie z maja 1942, na co również wskazuje rozstaw śrub na płycie tylnej i stary typ mocowania osłon wydechów (na 7, a nie 8 śrub). Wieża to „Mutra” typu „regularnego” z łącznikiem na stropie (odlew 5 częściowy - 4 elementy na pierścień), brak żeber na bokach pierścienia. Brak otworu pod wizjerem w ścianie bocznej wieży oraz łącznik między włazami wskazują na wczesną produkcję UZTM (lato/jesień 1942 roku) i nie jest to wieża od tego kadłuba. Dodatkowych płyt i uchwytów dla desantu nie traktujemy jako wykładni, bo przerabiano je w warsztatach polowych podczas remontów zawsze do obowiązującego standardu lub sugestii pancerniaków.

Do kadłuba fabryki stalingradzkiej STZ powinna być przyporządkowana wieża płaska, jednak po stracie STZ jesienią 1942 roku, maszyny w różnych zakładach ZSRR przechodziły modyfikacje i najprawdopodobniej czołg T-34/76 z Westerplatte jest efektem takiej modyfikacji – ma wpasowaną wieżę typu „Mutra” . Kłopot polega na identyfikacji maszyny na podstawie odczytanych numerów oraz na podstawie zapisków, jakie odnajdujemy w różnych pozycjach. Będziemy tu mówić zarówno o numerze seryjnym, tzw. numerze kolejnego wozu i numerze taktycznym tego pojazdu.

W jednym z opracowań odczytujemy, że: pojazd noszący numer 52209 jest to T-34/85, który znalazł się w szeregach ludowego Wojska Polskiego, wówczas jeszcze 1 Armii Wojska Polskiego w ZSRR z armatą D-5T (zachowano też oryginalny numer taktyczny wieży – 723). Czołg ten został przekazany 3 szkolnemu pułkowi czołgów 11 maja 1944 roku przez radziecką bazę naprawczą nr 264. Przez pół roku służył on do szkolenia podoficerów, po czym 15 listopada przekazano go Oficerskiej Szkole Broni Pancernej – lecz cały czas jest mowa o maszynie T-34/85 (!). Numer 52209 widnieje wprawdzie na spawie łączącym płytę czołową, boczną i górną czołgu pomnikowego na Westerplatte, jednak na belce łączącej przedział kadłuba, nieopodal kratki kontroli okresowej jakości tego czołgu został odczytany numer 2405680 lub 2205680 (kontrowersja pomiędzy 2 a 4). Tak czy inaczej, taki numer nie jest znany w badanych dokumentach Wojsk Pancernych WP, sporządzonych w latach 1945 i 1946, gdzie słowo rzetelność stawało się ważnym. Przeszukano między innymi dokumenty Głównego Inspektoratu Wojsk Pancernych i dokumenty 8 pcz. Analiza siedmiocyfrowego numeru nasuwa wniosek – 4 cyfry tworzące bardzo wysoką liczbę – 5680 i nie mogą być numerami seryjnymi pojazdu, gdyż najwyższe znane numery z 1944 roku nie przekraczały rzędu 2000. Do upadku fabryki zmontowano tam 2500 czołgów. Można poprzeć wniosek – że pierwsza część numeru – 568 – to kolejny numer wozu, druga – oznakowanie producenta (0 na końcu), czyli ten wóz to maszyna wyprodukowana w lutym lub kwietniu 1942 roku (2 i 2/4 na początku numeracji) jako 568 wóz w danej serii przez STZ ( 0 ). Co więc tu robi drugi numer 52209? Czy wynika to z przeprowadzonej odbudowy pojazdu, połączenia paru wraków w 269 Rembazie ?. Czy po eksplozji wewnątrz maszyny, o czy świadczą widoczne na lewej burcie zaspawane miejsca po postrzałach w przedział bojowy i silnikowy, zmieniono płytę dachową wanny na tę z mniejszym otworem na wieżę, dla wpasowania „Mutry”, czyli wieży starego typu? Generalnie taki czołg nie został ujęty w ewidencję produkcji fabrycznej. Tak czy inaczej maszyna opisana w książce Magnuskiego i czołg stojący obecnie na Westerplatte, to ma być ta sama maszyna? Paradoksem jest, że w tej samej książce, kawałek dalej czytamy:

Czołg ustawiono jako pomnik na Westerplatte – nosił on numer taktyczny 125. W okresie wojny taki numer miał czołg (numer fabryczny 4020513) produkcji fabryki nr 112, przekazany 1 pułkowi czołgów prawdopodobnie w marcu 1944 roku. Początkowo nosił on numer taktyczny 128 i znajdował się w 1 kompanii. W czasie bitwy pod Studziankami dowodził nim chor. Jan Zotkin, a mechanikiem kierowcą był st. sierż. Syrenko. Po reorganizacji brygady we wrześniu czołg włączono do 1 kompanii 1 batalionu czołgów przy czym numer zmieniono właśnie na 125. 1 lub 2 marca 1945 roku wóz został trafiony , zapalił się i pozostał na terenie opanowanym przez wroga. W pierwszych meldunkach był wykazywany jako spalony, jednak później, kiedy polskie oddziały zdobyły teren, na którym się znajdował, okazało się, że jest tylko poważnie uszkodzony, ściągnięto go do remontu, po czym prawdopodobnie powrócił do brygady.
Sprawa robi się niejasna. Dołóżmy teraz kolejną relację:

Natarcie na Wejherowo rozpoczęło się 11 marca w godzinach popołudniowych. Zacięte walki zawrzały już na przedmieściach miasta. Nacierający od Zachodu, drogą z Bolszewa, 3 batalion czołgów I Brygady pancernej im. Bohaterów Westerplatte natrafił na silny ogień artylerii przeciwpancernej i został powstrzymany. 2 batalion czołgów z tejże brygady, nacierający z kierunku północno – zachodniego, został także powstrzymany w rejonie cegielni ogniem moździerzy prowadzonym z okolicznych wzgórz. Na silny opór natrafiły również 2 brygady 8 gwardyjskiego korpusu zmechanizowanego, nacierające na miasto z południa i południowego zachodu. Czołgi polskie i radzieckie zatrzymały się wprawdzie, ale nie na długo, gdyż opór przeciwnika pod naporem ich ognia stopniowo malał. Przyczynili się do tego w dużej mierze nacierający wspólnie z jednostkami pancernymi żołnierze 40 gwardyjskiego korpusu armijnego, którzy ze swych działek polowych, karabinów maszynowych i automatów zasypywali gradem pocisków hitlerowskie stanowiska ogniowe. Wieczorem walki przeniosły się już na ulice miasta. Obrona została właściwie złamana, ale w niektórych miejscach grupy żołnierzy hitlerowskich stawiały jeszcze opór, min. jeden z pododdziałów bronił stacji kolejowej (Wejherowo). Do jej zdobycia ruszyła kompania polskich czołgów, a wśród niej czołg oznaczony numerem 125, stojący dziś jako pomnik na Westerplatte, nad płytą z prochami bohaterskich obrońców tego skrawka ziemi polskiej we wrześniu 1939 r. W czołgu 125 walczyli wówczas dowódca ppor. A. Sawin, ładowniczy sierż. Z. Bielewicz, strzelec karabinu maszynowego M. Żubryk i mechanik kierowca sierż. M. Jaremczuk. Podczas ataku na stację czołg nawiązał walkę z hitlerowską baterią. Swym 76 mm działem zniszczył kilka stanowisk ogniowych przeciwnika, ale sam także został trafiony i zaczął płonąć. Ppor. Sawin, sierż. Bielewicz i szer. Żubryk zostali ranni, ale nadal prowadząc ogień wyprowadzili czołg spod ostrzału przeciwnika i w bezpiecznym miejscu przystąpili do gaszenia pożaru. Czołg został uratowany.

Nieprawdopodobnym wręcz jest, aby czołg został uszkodzony pod Wierzchowem na początku marca, następnie wyremontowany i przerzucony do walk o Wejherowo, gdzie 11 marca zostaje ponownie uszkodzony! Zatem gdzie faktycznie walczył czołg z Westerplatte? Pod Wierzchowem w okolicy Żabina, czy pod stacją kolejową w Wejherowie, a może był w obu miejscach i w odstępie dwóch tygodni dostał razy od wroga?

Co do numeru taktycznego - trzeba pamiętać, że pojawiający na wieży numer 125 był mylnie (prawdopodobnie) nadany maszynie o faktycznym numerze 114 (wcześniej o numerze 111) – czołg o numerze fabrycznym 3051391 w lipcu 1943 został przekazany 1 pułkowi czołgów – przeszedł szlak długi bojowy od Lenino pod Gdynię dowodzony kolejno przez por Feryńca (do Bugu) potem por. Gajewskiego – rannego pod Studziankami, krótko przez chor. Najmowicza – rannego w głowę, którego zastąpiono, do „końca maszyny” przez ppor. Lisieckiego. Mechanikiem kierowcą był plut. Józef Derlatko. Obecnie czołg 114 stoi w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie i jest najstarszym oryginalnym „weteranem” z potwierdzoną historią.

Na zdjęciu z artykułu Aleksandra Dormatowicza widnieje postać wieżowego st. sierż Majdana na tle czołgu z numerem taktycznym 125, a artykuł dotyczy maszyny Derlatki! – Magnuski „wyjaśnia” tę sprawę w 1985 roku nie powołując się na źródło tego artykułu – być może „sprostowanie” to jest niezależne, a tym samym bardziej wiarygodne? Wnikając w treść artykułu Dormatowicza czytamy, że czołg Derlatki – 114-stka , 11 marca 1945 roku, dwa dni przed zakończeniem działań pod cegielnią w Chyloni dostaje postrzał w wierzę. Czytamy, że dowódca Lisiecki i mechanik kierowca Derlatko zostają ciężko ranni. Derlatko jednak odpala maszynę i wycofuje ją w bezpieczne miejsce – tam też czołg kończy swój marsz. Józef Derlatko poległ razem z ppor. Lisieckim 1 kwietnia 1945 po najechaniu samochodem na minę - w trakcie przejazdu na Oksywie w celu obsadzenia innej maszyny, a po opuszczeniu zniszczonej 114–stki.

Pod tą sama cegielnią zostaje powstrzymany 2 batalion czołgów właśnie 11 marca – jak wyżej pisze Edmund Kosiarz. A teraz zacytuję początek artykułu Dormatowicza:

„(...) nagle spoważnieli, podeszli do świeżo pomalowanego na zielono czołgu – z białym numerem 125. Więc to był ten czołg! Czołg pierwszej kompanii pierwszego batalionu I Brygady Pancernej, jeden z pierwszej partii czołgów otrzymanych w obozie sieleckim, uczestnik wszystkich niemal bojów Brygady, czołg, który przebył 5960 kilometrów, spalił cztery czołgi niemieckie, uszkodził kilkanaście, sam się już dwukrotnie palił od niemieckiego pocisku i trzykrotnie był przez Niemców uszkodzony (...)”

Dalej czytamy o zmaganiach maszyny i załogi z wrogiem od Wierzchowem Pomorskim i pod Małym Żabinem – tam też został poważnie uszkodzony i nie jedzie z pozostałymi ku Bałtykowi na Gdynię, tylko idzie do remontu. Czołg „dogania” Brygadę pod Orłowem, a potem idzie na Wejherowo właśnie w dniu wymarszu rezerwowych maszyn do szturmu Gdyni.

Tu na pewno jest mowa o czołgu – symbolu marszu I Brygady – trzeba pamiętać o tym, że ten mit mógł przyświecać każdemu bohaterskiemu czołgowi w opowieściach. Z tego wynika, że dwa nasze czołgi – ten z Westerplatte i ten stojący w Muzeum Wojska Polskiego znają się z pola walki i pewnie ślady ich gąsienic się nieraz krzyżowały. A może autorzy korelują dwie historie w jedną w niektórych wątkach. Czy przypadkiem wśród „rezerwowych maszyn” nie ma też naszego T-34/76 z Westerplatte, który został szybko wyremontowany po trafieniu pod Żabinem!? I tu by się zgadzało, że mamy do czynienia nie z jedną, wytrwałą 114-stką, ale ciągle skutecznie walczącym wojennym „składakiem”, stojącym obecnie na Westerplatte.

W tym miejscu wydaję się w pełni zasadne przytoczyć uwagi bezpośredniego świadka tamtych wydarzeń chorążego I Brygady Zbigniewa Michela ( obecnie płk w stanie spoczynku ), który wskazuje, że ten wóz - z Westerplatte, to jeden z pierwszych czołgów jaki znalazł się w szeregach 1 Armii Polskiej w ZSRR w związku z czym jest to ni mniej ni więcej jak właśnie maszyna należąca do Brygady! w całości ekspozycji – walcząca z wrogiem na Pomorzu.

Informacje te znajduje potwierdzenie w ustaleniach jakie poczynił Milan Kopecky, współautor monografii czołgu T-34/76 (Milan Kopecky, Petr Stepanek „Sovetsky stredni tank T-34/76”, MBI, Praga 2007). W opracowaniu tym miedzy innymi omówione są zachowane egzemplarze maszyn (w tym czołgi z Polski). Jak podaje nasz czeski Kolega, czołg z Westerplatte składa się z kadłuba produkcji STZ w wersji 1941/1942 oraz wieży wzór 1942/1943 produkcji „uralskiej”. Numer seryjny został najprawdopodobniej „nadany” w czasie odbudowy maszyny w ... Gorkim . Nietypowe uchwyty na dolnej powierzchni przodu kadłuba służyły do montowania trału przeciwminowego PT-3.

Wszystko wskazuje na to, że T-34/76 z Westerplatte to prawdziwy polski „weteran”, w przeciwieństwie do powojennego gdańskiego „składaka” (z elementów wczesnych wersji T-34/76), który stoi na cokole w Alei Zwycięstwa w Gdańsku Wrzeszczu i jest, paradoksalnie, pomnikiem czołgistów I Brygady. Co ciekawe pan Michel wspomniał, że Brygada do walk na terenie Trójmiasta szła w pełnym składzie 65 czołgów i wśród nich … nie było ani jednego w wersji T-34/76. Wszystkie były z działem 85 mm w dużej wieży!


1. Fabryka Nr 264, Stalingradzkij Traktornyj Zawod STZ im F. D. Dzierżyńskiego w Stalingradzie, produkujący T-34 od początku 1941 do jesieni 1942.
2. treść oparta na opracowaniu Roberta Michulca z czasopisma "Wojna Nr 3-4/2003-2004" - ISSN 1730-0711 - podtytuł czasopisma - "Magazyn broni, munduru i wojsk", artykuł o tytule : „Tajemniczy T-34” oraz drugi artykuł „Zaginiony T-34 na cokole”.
3. Str. 96 „Wozy Bojowe LWP 1943 – 1983” Janusz Magnuski , wydawnictwo MON W-wa 1985.
4. lok. cit. oraz dane z książki Roberta Michulca „T-34 Mityczna Broń” tom II, s. 477.
5. Wg ustaleń TGRH w rozmowie z Zbigniewem Michel – żołnierzem I Brygady mieszkającym obecnie w Trójmieście - pod Małym Żabinkiem w okolicy Wierzchowa Pomorskiego, prawdopodobnie w Żabinie, czołg został uszkodzony, trafiony pociskiem i „wzięty do niewoli” przez Niemców, a potem odbity.
6. Obszerny cytat ze str. 91 „Wozy Bojowe LWP 1943 – 1983” Janusz Magnuski , wydawnictwo MON W-wa 1985.
7. Obszerny cytat ze str. 160-161 „Wyzwolenie Polski Północnej 1945” – Edmund Kosiarz , Wydawnictwo Morskie, Gdynia 1967.
8. Str. 89 „Wozy Bojowe LWP 1943 – 1983” Janusz Magnuski , wydawnictwo MON, W-wa 1985.
9 Informacje z czasopisma „Żołnierz Polski” nr..... z 1948 roku str. 10-11 „Czołg Nr. 114” autorstwa Aleksandra Dormatowicza.
10. Fabryka Nr 112, „Krasnoje Sormovo”, Gorki.

Zamieścił: damian

© Wszelkie prawa zastrzeżone. Każdorazowe użycie do celów komercyjnych zamieszczonych na niniejszej stronie materiałów
(tekstów, zdjęć, rysunków, itp.) oraz ich publikowanie w innych miejscach wymaga zgody autorów.

..:: http://www.tgrh.org  ::: e-mail: tgrh@tgrh.org ::....:: © 2003 - 2010  plenkiewicz ::..