Użytkownik niezalogowany KRS nr 0000183597 - Statut stowarzyszenia
38.107.191.96,
Cytat dnia:
Być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo, zwyciężyć i spocząć na laurach - to klęska.
Józef Piłsudski
Menu

   ::   Strona główna
   ::  O nas
   ::  Napisali o nas
   ::  Artykuły
   ::  Dokumenty
   ::  Zdjęcia
   ::  Rekonstrukcje
   ::  Piosenki

   ::  Forum

   ::  Kontakt
   ::  Księga Gości
   ::  Polecamy


 



wspiera nas:











szukaj    
  Tragiczny finał „wileńskiej” partyzantki

        

Kiedy w 1946 roku kończyła się działalność zbrojna podziemia niepodległościowego na Pomorzu, jednocześnie zaczynała się gehenna żołnierzy wileńskiej partyzantki. Już w czasie ich działalności w terenie, UB zaczęło intensywne rozpracowywanie, aby uzyskać możliwość dotarcia do partyzantów i w efekcie rozbicia oddziałów. Zaczęto obserwować rodziny ustalonych już partyzantów, zaczęto je aresztować, aby zmusić żołnierzy albo do zaprzestania walki albo do współpracy. Aresztowano wszystkich ustalonych gospodarzy, którzy przyjmowali partyzantów. Uzyskane w toku przesłuchań, często niezmiernie brutalnych, informacje były wykorzystywane dalej. Skąd jednak przyszły pierwsze, wyjściowe informacje? Otóż osobą, która przekazała UB najwięcej cennych informacji, która najwięcej zaszkodziła zarówno żołnierzom, jak i miejscowej ludności była Regina Mordas-Żylińska ps. „REGINA”, była łączniczka oddziałów partyzanckich. Aresztowana przez UB w kwietniu 1946 r. niemal natychmiast została zwerbowana jako tajny współpracownik i zaczęła swoją haniebną działalność, przekazując tysiące zapamiętanych informacji.

Kiedy oddziały rozwiązały się w listopadzie 1946 roku, dodatkowy asumpt do rozpracowania środowiska partyzanckiego dała akcja amnestyjna. Przeprowadzona po wyborach 1947 roku miała skłonić żołnierzy podziemia do ujawnienia swojej działalności przed władzami. Faktycznie akcja amnestyjna po prostu pozwoliła dokładniej „zinwentaryzować” żołnierzy podziemia, ustalić ich aktualne miejsca pobytu i faktycznie umożliwiła ich późniejsze aresztowanie. Nie wszyscy jednak w szczerość amnestii uwierzyli.

Ci jednak, którzy nie uwierzyli i nie zamierzali się ujawnić byli traktowani bardzo surowo, jeśli tylko dostali się w ręce UB. Dylemat był więc duży. Por. Olgierd Christa „LESZEK”, który zastąpił „ŻELAZNEGO” jako dowódca szwadronu, początkowo nie zamierzał się ujawnić. WUBP Gdańsk, dowiedziawszy się jednak od swoich informatorów o zamierzeniach „LESZEK”, postanowiło go skłonić do ujawnienia się. Gdyby jednak w dalszym ciągu opierał się przyjęciu amnestii zamierzano go zlikwidować. W tym celu UB stworzyło specjalną grupę egzekucyjną z mjr Wołkowem na czele. „LESZEK” jednak został namówiony przez kolegów do ujawnienia i w ten sposób zachował życie.

Polowanie na partyzantów „ŁUPASZKI” trwało więc dalej. M.in. na początku 1947 roku została aresztowana Janina Wasiłojć „JACHNA”. Aresztowano także kilkudziesięciu innych partyzantów. Przyczyną ich aresztowań była zarówno działalność „REGINY” jak i akcja amnestyjna. Największe jednak straty partyzanci ponieśli w wyniku wielkiej „Akcji X” w 1948 roku.

W czerwcu 1948 roku MBP rozpoczęło na terytorium całej Polski „Akcję X”, skierowaną przeciwko środowisku wileńskiemu. Celem było rozbicie całego środowiska Wilnian, nie tylko osób podejrzewanych o działalności konspiracyjną czy partyzancką, ale wręcz wszystkich Wilnian.

Repatriacja wileńska w/g naszej klasyfikacji jest OŚRODKIEM NIEBEZPIECZNYM. W związku z tym polecam przeprowadzić następujące przedsięwzięcia operacyjne:
  • wziąć na ewidencję wszystkich repatriantów z Wilna, oraz przybyłych więźniów z ZSRR.

    MBP do tej akcji rzuciło wszystkie posiadane siły. W toku intensywnych przesłuchań, połączonych z biciem i brutalnym szantażem losem rodziny, aresztowani zaczęli podawać adresy innych członków konspiracji. Były one natychmiast wykorzystywane.

    Już 24 czerwca 1948 rozpoczęła się operacja ujęcia w Osielcu mjr Zygmunta Szendzielarza „ŁUPASZKI”. Z Warszawy wyjechała w tym celu specjalna grupa z zastępcą naczelnika Wydziału I Departamentu III mjr Wróblewskim na czele. Wspólnie z krakowskim WUBP przeprowadzono ostrożny wywiad (obserwowano z daleka dom przez blisko 6 dni) i ustalono sposób aresztowania. Celem ujęcia „ŁUPASZKI” zastosowano podstęp, gdyż obawiano się zażartej obrony z jego strony i ewentualnego samobójstwa. Akcję rozpoczęto 30 czerwca o 4 nad ranem. Przeprowadzono rzekomy pościg za fikcyjnym złodziejem. Udający złodzieja funkcjonariusz UBP wpadł do domu, gdzie przebywał w tym czasie „ŁUPASZKO” z Lidią Lwow „LALĄ”. Za rzekomym zbiegiem udał się patrol milicji i wojska (w rzeczywistości byli to funkcjonariusze UBP i poinformowani dopiero w ostatniej chwili o celu akcji milicjanci). Po wejściu do domu aresztowano zbiega, jednocześnie żądając dokumentów od mieszkańców. W chwili sięgania po dokumenty Major został aresztowany. Natychmiast wywieziono go samolotem do Warszawy, obawiając się odbicia więźnia przez pozostałych na wolności partyzantów. Zresztą ta obawa istniała cały czas. Kiedy „ŁUPASZKO” znalazł się w Warszawie, podwyższono stan gotowości służby ochronnej, spodziewając się ataku.

    Niemal w tym samym czasie aresztowano ppłk Antoniego Olechnowicza „POHORECKIEGO” - Komendanta Okręgu Wileńskiego, por. Lucjana Minkiewicza „WIKTORA” oraz niemal cały sztab Okręgu.

    Aresztowany został także por. Lech Beynar ps „NOWINA”, zastępca „ŁUPASZKI” w 1945 roku, w tym czasie funkcjonujący jako publicysta pod literackim pseudonimem Paweł Jasienica. Po wstępnym śledztwie został jednak wypuszczony w wyniku interwencji m.in. Bolesława Piaseckiego, którego znal jeszcze z czasów walki partyzanckiej na Wileńszczyźnie.

    Wyjątkowo, nawet jak na panujący terror stalinowski, przebiegało zatrzymanie grupy wileńskich harcerzy, z których część służyła w 5. Brygadzie w 1945 i 1946 roku. Zostali zatrzymani 11 lipca 1948 roku (w niedzielę) w Bydgoszczy, podczas wesela jednego z kolegów z harcerstwa i partyzantki, Wiktora Klonowskiego ps. „KUMET”. Zatrzymano samego Klonowskiego (pana młodego !!!) jego świeżo poślubioną żonę Leokadię oraz wszystkich gości, którzy znaleźli się w domu weselnym i to w godzinę po udzielonym ślubie. Dwunastu mężczyzn pozostawiono w areszcie, kobiety tymczasowo zwolniono.

    W Szczecinie aresztowano por. Leona Smoleńskiego „ZEUSA”, dowódcę szwadronu 5. Wileńskiej Brygady AK na Pomorzu w 1946 roku. Natychmiast też w jego mieszkaniu urządzono zasadzkę. W wyniku przeprowadzonych działań ostatecznie zatrzymano 8 osób ściśle związanych z działalnością Okręgu po 1944 roku. Nie były jednak to osoby zatrzymane na podstawie zeznań Smoleńskiego, gdyż podczas przesłuchań nie przekazał śledczym żadnych wartościowych materiałów, ale osoby które przyszły do jego mieszkania w różnych celach. Jeśli jednak pochodziły z Wileńszczyzny, natychmiast były aresztowane jako osoby nadzwyczaj podejrzane.

    Aresztowano także najbliższą rodzinę zatrzymanych czy ustalonych partyzantów, uważając iż musiała ona być co najmniej wtajemniczona, jeśli nie zaangażowana w działalność konspiracyjną.

    Ogółem, w wyniku tej bardzo rozległej, bo obejmującej całą Polskę i bardzo brutalnej akcji aresztowano i skazano na różne wyroki ponad 6 tysięcy osób. Dziesiątki tysięcy innych było inwigilowanych i prześladowanych.

    Jakie zapadły wyroki na aresztowane osoby? Zależały one od zapotrzebowania politycznego a nie od faktycznego zaangażowania w konspirację czy partyzantkę. WSR w Gdańsku 5 września 1949 roku wydał wobec pomorskich partyzantów następujące wyroki: Robert Nakwas-Pugaczewski „OKOŃ” – kara śmierci (złagodzona do dożywocia), Henryk Kaźmierczak „CZAJKA” – kara śmierci (złagodzono do 15 lat więzienia), Olgierd Christa „LESZEK” – 4 lata więzienia, oraz inne 10 osób z pomorskiej partyzantki skazane na karę więzienia od 1 roku do 4 lat.

    7 lipca we Wrocławiu aresztowany został Henryk Urbanowicz ps. „SZCZAW”, „ZABAWA”. 31 stycznia 1949 roku we Wrocławiu zapadł na niego trzykrotny wyrok śmierci. 3-go maja 1949 roku, Bolesław Bierut odmówił jego ułaskawienia. Trzy dni później, w więzieniu przy ul. Kleczkowskiej, wykonano wyrok na 22 letnim chłopaku, harcerzu, całym sercem oddanym sprawie niepodległej Polski, żołnierzu szwadronów „ŁUPASZKI”. Aresztowana jeszcze w 1947 roku Janina Wasiłojć „JACHNA” skazana została także na karę śmierci, zamienioną jednak ostatecznie na wieloletnie więzienie.

    Część partyzantów uniknęła aresztowania, uciekając z kraju. Za granicę zdołali się przedrzeć: Janusz Rybicki „KUKUŁKA”, Bogdan Obuchowski „ZBYSZEK” oraz Marian Jankowski ps. „MAREK”. Mieli dużo szczęścia. „Wyczuwając” niebezpieczną atmosferę, zaufali swojemu instynktowi i opuścili Polskę. Przedostali się przez zieloną granicę, poprzez Czechosłowację, do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Austrii. Nie korzystali z żadnego z ustalonych szlaków przerzutowych ale jako doświadczeni harcerze i partyzanci poruszali się samodzielnie, korzystając tylko z kompasu. Inni uniknęli aresztowania dzięki solidarności środowiska. Na pierwszą wieść o aresztowaniach koledzy z partyzantki nie zważając na niebezpieczeństwo, ruszyli z ostrzeżeniami. Jeden z nich, Bogdan Parczewski, ostrzegał swoich kolegów wysyłając alarmujące listy, które znalezione przy tych którzy nie zdążyli uciec, stały się później podstawą wydanego na niego przez WSR w Szczecinie wysokiego wyroku.

    Wobec aresztowanych oficerów Komendy Okręgu Wileńskiego władze komunistyczne postanowiły zrobić proces pokazowy. Zdecydowano, że przed sądem staną ppłk Antoni Olechnowicz „POHORECKI”, mjr Zygmunt Szendzielarz „ŁUPASZKO”, por. Henryk Borowski „TRZMIEL”, por. Lucjan Minkiewicz „WIKTOR”, Lidia Lwow „LALA” i Wanda Minkiewicz „DANKA”.

    W swoim pierwotnym założeniu proces kierownictwa Okręgu Wileńskiego miał za zadanie pokazanie AK jako organizacji współpracującej z Niemcami i mordującej partyzantów sowieckich. Chcąc przygotować proces odpowiednio pod względem propagandowym, wicedyrektor Departamentu Śledczego, ppłk Adam Humer, postanowił sprowadzić na potrzeby procesu mjr Christiansena, szefa Abwehrstelle w Wilnie. Christiansen w Wilnie próbował prowadzić rozmowy z Komendą Okręgu, odnośnie możliwości zawieszenia broni i wspólnego wystąpienia przeciwko partyzantce sowieckiej. Komenda odrzuciła wszelkie możliwości negocjacji, dając jako punkt wstępny żądanie uwolnienia wszystkich więzionych Polaków przez władze niemieckie, wycofanie się Niemiec z Polski i przekazanie odszkodowań dla Państwa Polskiego. Negocjacje więc spaliły na panewce. Nie mniej zamierzano wykorzystać odpowiednio sam fakt planowanych przez Niemców rozmów, aby skompromitować wileńską AK. Jednak bardzo stanowcza postawa oskarżonych zniweczyła ten szatański plan. Co nie znaczy, ze w późniejszym okresie nie wykorzystywano selektywnie zebranych materiałów do kampanii przeciw wileńskiej AK.

    Sam proces był więc wyreżyserowany. Zgodnie z wytycznymi samego Jakuba Bermana miano przede wszystkim uwypuklić:
  • "agenturalny charakter „londyńczyków” i ich nędzną, sprzedajną rolę wobec mocodawców anglosaskich (...)
  • organizowanie dywersji i szpiegowską działalność obliczoną na zniszczenie Kraju i masowe niszczenie całej ludności zgodnie z bandyckimi planami anglosasów i ich przygotowań wojennych (...)”.

    Miano więc ukazać Wilnian z jak najgorszej strony, obciążając ich „bandytyzmem”. Pod tym kątem zaczęto prokurować dowody.

    Zresztą próby uzasadnienia wrogości wobec środowiska wileńskiego były przeróżne. „(...) element wileński pozostający na terenach Polski – nie przejawia wspólnej jednolitej masowej polskości a uwidacznia się u wilniaków element dzielnicowy. (...) Z tego też względu wilniacy (...) nie zaprzestali swej walki z obecnym ustrojem w Polsce (...)”.

    Wyroki, które zapadły w tym procesie, to kary śmierci. Mjr „ŁUPASZKO” został skazany na 18-krotną karę śmierci. Inni podobnie. Sądzonym kobietom, aby pokazać łaskawość komunistycznej władzy, zmieniono kary na dożywotnie więzienie.

    Jednak nie był to koniec. W późniejszym okresie rozpracowanie Wilnian trwało w dalszym ciągu. W okresie 1948-1956 naliczyłem ponad 100 rozpracowań skierowanych przeciw wileńskiej AK, w wyniku których aresztowano kolejnych kilka tysięcy osób. Nadawano im przeróżne kryptonimy: „Brygada”, „Major”, „Niemen”, „Wilejka”, czyli związane historycznie z wydarzeniami ale i kryptonimy brzmiące pejoratywnie: „Ciemni” czy „Zboczeńcy”.

    Szukano zarówno rzeczywistych zagrożeń, jakimi według władz komunistycznych byli wileńscy partyzanci i konspiratorzy jak i zupełnie urojonych.

    Przykładem niech będzie poszukiwanie rzekomego syna „ŁUPASZKI”. Wątek ten pojawia się w dokumentacji „Akcji X” dość często. Nie wiadomo jednak jaka była przyczyna tej akcji. „ŁUPASZKO” nie miał syna, lecz tylko córkę, o której istnieniu UBP doskonale wiedziało. Niemniej starano się znaleźć wszelkie dowody na to, iż miał on także syna. Akcja trwała aż do połowy 1951 roku, angażując znaczne siły UB, kiedy to ostatecznie uznano, iz Major jednak nie miał syna. W ten sposób sprawa został zakończona.

    Rok 1956 nieco ulżył losowi wileńskich partyzantów i konspiratorów. Ale nie zaprzestano represji wobec nich. Ponieważ w pozostali kartotekach UB i jej kontynuatorki SB, nie wydawano im paszportów, nie zezwalano na awans zawodowy, nie pozwalano korzystać z uprawnień kombatanckich. Chcąc dowiedzieć się o zamiarach partyzantów i móc ich na bieżąco kontrolować, SB zakładało podsłuchy telefoniczne, stosowało kontrolę korespondencji czy wysyłało swoich agentów. Te represje dotykały zresztą nie tylko samych partyzantów ale także ich rodziny. Dzieci często „obciążone” były zapisem na SB, który także nie pozwalał na awans. Najgorsze jednak dla środowiska wileńskiego była rozwinięta propaganda anty wileńska. Książki czy artykuły, które powstały przede wszystkim starały się zdezawuować ludzi. Pokazywano ich w jak najgorszym świetle, najboleśniej używając argumentu o kolaboracji z Niemcami. Ta rzekoma kolaboracja miała się przenieść jakoby na okres po 1945 roku, kiedy to żołnierze „ŁUPASZKI” mieli zwalczać władzę komunistyczną wspólnie z Wherwolfem i UPA.

    Kolejnym ważnym elementem propagandy było pokazanie oddziałów „ŁUPASZKI” jako elementu niezdyscyplinowanego, o przypadkowym składzie i jednocześnie marginalizowanie go jako wartościowego elementu bojowego. Zamiast odpowiedniego nazewnictwa, jak oddział czy zgrupowanie, stosowano zazwyczaj takie określenia jak banda czy bojówka. Nie zawsze jednak tak było. Mniej pejoratywne określenia pojawiają się także w tekstach propagandowych. Kiedy bowiem podkreśla się trudności w zwalczaniu podziemia, czy tłumaczy słabość władzy komunistycznej w walce z silnym wrogiem, niejednokrotnie mowa jest o oddziałach czy nawet zgrupowaniach. Brzmi to bardziej bojowo i ukazuje, z jakimi trudnościami musieli się zmagać funkcjonariusze UBP. Także dla zwiększenia efektu podawano różne ilości i skład oddziałów.

    Propaganda była zaszczepiana bardzo szeroko. Obowiązkową lekturą w szkołach były często pamiętniki działaczy komunistycznych władz – takie choćby jak „Barwy Walki” Mieczysława Moczara. Jeden z pomorskich milicjantów, Bogumił Odya, wydał w 1968 roku pamiętniki, wskazane przez ówczesne władze kuratorium jako lektura szkolna. Opisał on, swój rzekomy udział w pościgu za „łupaszkowcami”. Pojawiły się w tych wspomnieniach olbrzymie przekłamania. Największe dotyczą znanego brawurowego rajdu z 19 maja 1946 roku, kiedy to szwadron „ŻELAZNEGO” jednego dnia rozbił 7 posterunków MO i UBP.

    W tych pamiętnikach funkcjonariuszy UBP ukazano jako mieszkańców Starej Kiszewy. Według tych wspomnień, żołnierze „ŁUPASZKI” podszyli się pod żołnierzy KBW ścigających właśnie bandę „ŁUPASZKI”. Spotkało się to z entuzjazmem ludności, która ochotniczo zapragnęła wziąć udział w pogoni za bandytami ! „Niby-żołnierze wyprowadzili całą grupę ochotników, potem wyciągnęli pistolety, kazali odwrócić się i podnieść ręce do góry. Strzelali w tył głowy, potem polewali ciała zabitych benzyną i podpalali. Członkini bandy, młoda kobieta – nachylała się z pistoletem nad ofiarami, jeśli któraś dawała znak życia dobijała...”.

    Przy okazji warty odnotowania jest fakt ukazania sanitariuszki oddziału – Danuty Siedzik „INKI” jako „krwiożerczej bestii”, złego ducha wileńskich partyzantów. Ta propaganda, takie opisywanie „INKI”, miało na celu wytłumaczenie mordu sądowego popełnionego na niej przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Gdańsku w sierpniu 1946 roku. 17-to letnią dziewczynę skazano na karę śmierci za czyny niedokonane, naruszając przy tym prawie wszystkie istniejące przepisy prawne w Polsce. Oskarżono ja bowiem o zabijanie milicjantów i ubeków, m.in. właśnie niedaleko Sztumu, w Tulicach. Faktycznie, jak świadczą o tym protokoły przesłuchań milicjantów biorących udział w walce, „INKA” służyła pomocą medyczną obu stronom, ratując życie rannym funkcjonariuszom. Obraz „krwawej Inki” przewijał się jednak w publicystyce PRL-u wielokrotnie. Utrwalił się także w świadomości funkcjonariuszy resortu bezpieczeństwa, którzy właśnie rzekomą degeneracją i okrucieństwem partyzantów usprawiedliwiali po latach swoje zbrodnicze zachowanie.



    Przytoczyć można tutaj fragment książki „Sztylet Burego”, wydanej zresztą w bardzo popularnej swego czasu serii „Żółtego Tygrysa”: „Twarz rudego herszta napłynęła purpurą. (...) do izby wpadł kapral. Panie majorze, melduję swój powrót z zadania. Mam pilną i ważną wiadomość. „Łupaszko” chwycił ze stołu pistolet, który leżał tuż obok opróżnionej do połowy litrówki, kubka z okowitą, kawałka żółtej słoniny i pociętej cebuli. Wymierzył broń w intruza. Mów! – wycharczał. W jego oczach czaiła się wściekłość”. Ten absurdalny opis mjr Szendzielarza jako alkoholika i osoby niezrównoważonej psychicznie funkcjonował przez cały okres PRL-u.

    Starano się więc zniszczyć piękny wizerunek wileńskiego partyzanta, regulaminowo umundurowanego, płacącego za otrzymaną żywność, broniącego polskiego społeczeństwa zarówno przed aparatem komunistycznej władzy jak i przed pospolitym bandytyzmem, zachowującego się zgodnie z „kodeksem polskiego żołnierza”, żołnierza, który zadawał straty przeciwnikowi tylko w ekstremalnych sytuacjach (przypominam iż rozstrzeliwano wyłącznie funkcjonariuszy UBP i ich współpracowników, jako organizacji zbrodniczej).

    W 1968 roku, na fali rozprawy z tzw. syjonizmem, Paweł Jasienica, czyli por. Lech Beynar ps. „NOWINA”, oficer wileńskiej AK i zastępca mjr „ŁUPASZKI” w 1945 roku został zaatakowany z trybuny państwowej przez Władysława Gomułkę i oskarżony o najgorsze zbrodnie z okresu powojennego. Jako motyw przewodni tego oskarżenia przewijała się „genetyczna zdolność” Jasienicy do szkodzenia narodowi polskiemu, czyli zarzut, który preparowany był już w 1948 roku. Najpierw, jako „bandyta” „ŁUPASZKI” mordował i rabował, aresztowany w końcu przez funkcjonariuszy ludowej ojczyzny, rzekomo zapewnił o chęci swojej poprawy i został wypuszczony na wolność, przy okazji zobowiązując się do naprawienia swoich szkód. Ale poprawa okazała się tylko pozorna, gdyż swojej „niszczycielskiej” działalności nie zaprzestał. W dalszym ciągu starał się obalić ustrój, m.in. podpisując się pod sławetnym listem 34-ech wybitnych polskich intelektualistów, protestujących przeciwko zaostrzeniu cenzury prasowej. Te oskarżenia i związana z nimi nagonka doprowadziły w końcu do tragicznej śmierci znanego publicysty i historyka.

    Jednocześnie SB pilnowało, aby żaden tekst czy wypowiedź na temat rzeczywistej działalności Wilnian nie przedostały się do powszechnej świadomości. Nie pozwalano zakładać w ramach ZBOWiD wileńskich kół, nie zezwalano na montaż tablic pamiątkowych czy nagrobków, na których napis wskazywałby na powiązania z wileńską partyzantką. Słowem nie wspominano w publikacjach o działalności konspiracji i partyzantki na Kresach. Nie zezwalano na spotkania kombatantów z uczniami szkół itd.

    Pod koniec lat 60-tych Janusz Szpotański napisał krótki wierszyk, mający być ironicznym podsumowaniem nagonki propagandowej ówczesnych władz, dążących za wszelką cenę do zniszczenia faktycznego wizerunku żołnierzy „ŁUPASZKI”:

    Już wieczór zapada, usnęły już bory I z borów wychodzą reakcji upiory Straszliwych rezunów zbierają się hordy By szerzyć dookoła pożogi i mordy. Na czele szwadronu ataman ich gna Łupaszka, Łupaszka, Łupaszka maja

    Propaganda, paradoksalnie, swoje żniwo zbierała także po 1990 roku. Jak silna była propaganda tamtego okresu, widać też do dziś. W wielu gazetach, szczególnie lokalnych, pojawiają się informacje o rzekomym bandyckim charakterze partyzantki antykomunistycznej, o jej współpracy z Niemcami podczas okupacji jako głównym powodzie oporu. Te tendencje występują także za granicami. W majowym numerze pisma Der Spiegel z roku 2000 pojawił się artykuł zatytułowany „Zjednoczeni w nienawiści”, traktujący o „współpracy pomiędzy AK a SS i Wehrmachtem”. Sugerował on, razem ze zdjęciem zamieszczonym przy artykule, współodpowiedzialność wileńskiej AK za zbrodnie popełnione przez Niemców. Nie tak dawno, bo niecałe dwa tygodnie temu, w Sejmie RP, poseł SLD Gadzinowski zarzucał „ŁUPASZCE” współpracę z Wherwolfem i UPA. Ale nie tylko politycy wywodzący się z PZPR błędnie opisują rzeczywistość.

    W 1997 r. Jacek Kuroń przedstawił następującą, całkowicie sfałszowaną, analizę sytuacji konspiracji niepodległościowej: „W 1945 r. oddziały partyzanckie [...] bały się, że zostaną wykryte i rozbite przez sowietów. Więc rabowano chłopów. Ruszył proces wyradzania się partyzantki w bandytyzm Od chwili rozwiązania AK [czyli od stycznia 1945 r.] coraz trudniej było odróżnić bandę rabunkową od grupy niepodległościowej”. Można zrozumieć, iż Jacek Kuroń nie znał dokładnie historii tych czasów, bo nie miał możliwości brania udziału w takich konferencjach jak ta. Tak więc niech te fakty, które tutaj Państwo usłyszeliście dadzą Państwu nowe, prawdziwsze spojrzenie na najnowsza historię ziemi sztumskiej a także całej Polski.


    dr Piotr Niwiński
    OBEP IPN Gdańsk

    Zamieścił: damian

  • © Wszelkie prawa zastrzeżone. Każdorazowe użycie do celów komercyjnych zamieszczonych na niniejszej stronie materiałów
    (tekstów, zdjęć, rysunków, itp.) oraz ich publikowanie w innych miejscach wymaga zgody autorów.

    ..:: http://www.tgrh.org  ::: e-mail: tgrh@tgrh.org ::....:: © 2003 - 2010  plenkiewicz ::..